BLOG

Purezento – recenzja książki Joanny Bator

Purezento recenzja

„Uczucie, przypominające to, jakiego doznaje się w pociągu, gdy jakiś obcy dom pod lasem budzi nagle tęsknotę i dojmujący błysk rozpoznania. Niby wie się, że życie w tym domu jest jak inne, że czar prysłby natychmiast po otwarciu drzwi, ale jeszcze przez chwilę zalega w sercu iluzja możliwej pełni.”

Purezento – Zachwyt i lęk

Już od pierwszych stron książka nasycona jest dwiema przeciwstawnymi dominantami – zachwytem i lękiem. Opisy rzeczywistości są dla mnie małym arcydziełem, oddziałują na mnie, każde słowo przeszywa cząstkę mojego ciała. Czytając – GUILTY PLEASURE! Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że podobne odczucia będą towarzyszyły większości z Was, jeśli tylko zdecydujecie się na samotny wieczór z tą pozycją. Mi wystarczył tylko jeden – Purezento pochłonęło mnie w całości.

Wyjść na spotkanie ze swoim JA

Zacznijmy od początku, to może być mała przestroga. Być może na chwilę poczujecie się nieszczęśliwi, bowiem niewygodnie spotkać się z tą mniej lubianą częścią siebie. Jest to historia o pewnym odłamku, który po prostu nie pasuje. Taki, który stanowi NIEintegralną część naszego wnętrza. Nigdy wcześniej nie myślałam o sztuce naprawiania naczyń jako o czymś wyjątkowym. Nigdy również nie sądziłam, że praca z czymś martwym może drażnić duszę. Wiem też jak trudno nam się wyciszyć, spotkać samego siebie.

Książka Joanny Bator w dużej części mówi o takim właśnie spotkaniu. Ze sobą, przeszłością i symbolicznymi rekinami. O pustce i wielu odcieniach melancholii. Wiem, że takimi słowami być może trudno zachęcić czytelnika do takiego spotkania, takie zbliżenia bywają niezręczne. W gruncie rzeczy boimy się spotkań w „lustrze”, mamy lęk przed tym kogo w nim zobaczymy. A może jednak, by iść dalej trzeba wyrzec się żalu, gorliwej chęci wymiany tego, co zdaje nam się zepsute i zaakceptować piękno tego, co nas odpycha. Tak właśnie działa Kintsugi.

Zatrzymać się i dostrzec głębię prozy życia

Teraz chciałabym na chwilę przenieść się z Wami do domu Pani Myōko. Dotknąć ciepłą dłonią zimnych ścian, poczuć na brzuchu miękkość Mushin. Co więcej, mam ochotę kupić tofu oraz kiełki od obwoźnego sprzedawcy, który będzie coś do mnie mówił w języku, którego wcale nie rozumiem. Skłoni mnie to do refleksji.

Czy jesteśmy dobrymi obserwatorami życia?

Czy zastanawiamy się razem z bohaterką nad tym czy ptaki umierają w locie?

Niestety zamknięci jesteśmy w swoich skorupach, które nazywamy ciałami. To ogranicza nasze pole odczuwania.  Myślę też czasem o starcu przedstawionym na jednej z kart książki, który w piżamie rozrzucał podarte karteczki nad rzeką. Co na nich było? Nie daje mi to spokoju. Teraz i ja zmieniłam swoje postrzeganie detali otaczającej mnie rzeczywistości – spoglądam na muchy spod starej szafy. Jaka jest ich historia? Być może to był list miłosny czy zniszczone marzenia? Może to było symboliczne pożegnanie ze starą skorupą? Szczególnie czas kwarantanny, w którym przyszło nam żyć, sprawia, że mam wyostrzone zmysły – oprócz zmęczenia, razem z bohaterką czuję słony wiatr na twarzy, zapach morza, rekina ludojada pomiędzy nogami. Jest nieprzyjemnie śliski. Tak naprawdę każdemu z nas towarzyszy taki rekin – jednym czasami, innym na stałe. Chciałabym krzyknąć bezgłośnie, słysząc niemy krzyk ścian, gdzie odbija się echem śpiew samotności. Purezento.

Światło wymaga wysiłku…

Jaki zatem mamy wpływ na swoje życie? Czy pozwolimy się zawładnąć śliskim „rekinom ludojadom”? To zależy od nas. Nie jesteśmy przypadkowymi więźniami losu. Mamy krzyk, mamy moc. Każdy musi przejść sentymentalną podróż poprzez ogród życia, bowiem „światło wymaga wysiłku”.

Purezento recenzja książki Joanny Bator

Odczuwać bardziej

Nie przepadam za opisami przyrody czy innych zjawisk. Zdają mi się one zbyt często nadmuchane, wręcz nudne. W książce Purezento jest ich sporo. Często mówią o rzeczywistości Japonii, co same w sobie jest ciekawe, a nauka japońskiej sztuki naprawiania naczyń to czynność, która w książce nabiera magicznej głębi.

Motyw, który jest bardzo ważną częścią książki to cierpienie. Wobec niego wszyscy jesteśmy równi, możemy utożsamiać się z postacią, jej kryzysem, stratą i przyjemnością. Osobiście zazdroszczę głównej bohaterce umiejętności uważności. Książka nieustannie na mnie oddziałuje, nawet kilka dni po przeczytaniu. Mam problem ze snem, odczuwam niezdrową ekscytację. Wciąż świdrują mi w głowie obrazy, podróże, wrażenia i czucia. Podobnie jak główna bohaterka chcę  dotykać, oddychać, obserwować, uśmiechać się, smakować.

Czuję, że muszę jeszcze napisać o NIM

Mężczyzna ze znamieniem w kształcie oliwki na plecach. Czy miłość zawsze jest taka sama? Czy zawsze wyraża się w ten sam sposób – w pierwszym spojrzeniu? Odejście, śmierć, miłość, odejście. Potem zostaje biała kartka – „ktoś był, teraz jest tylko jako biały pył”.

Purezento Joanna Bator recenzja

ON – mięsiste wargi, lekko skośne oczy, chłód zmęczonego ciała. Czy Makoto będzie w stanie ją przebudzić, wydostać z otchłani? Czy miłość zawsze jest wyzwoleniem? Czy jednak nie jest nierozerwalnie połączona z cierpieniem? Wciąż mam wrażenie, że ON jest tylko złudzeniem, oddechem życia. Bez niego by się rozpadła. Czy to takie złe? Może chorzy czując więcej i widząc inaczej są tacy sami jak my? Stygmatyzujemy bo nie rozumiemy? W książce odnajdziemy motyw kąpieli, oczyszczenia, zrzucenia skorupy. To naturalny cykl życia, przepoczwarzamy się. Motyw jaskini nabiera tu podwójnego znaczenia w kontekście Jungowskiej teorii jaźni.

Porzućmy pesymizm i żyjmy w harmonii z samym sobą

Mam trudność w ocenie czy książkę można opisać szczęśliwym zakończeniem. Jest dla mnie bardziej niedopowiedzianym snem. Ona nie chce zniknąć, chłonie każdy moment. Oni (ludzie) znikają – choć tego nie chcemy. Przypominam sobie teraz smak zielonej herbaty na pożegnanie mistrza Kitsungi. Powiedział:

„Zwolnij, bądź cierpliwa. Pozwól rzeczom toczyć się w swoim rytmie. Niektóre sprawy wolno dojrzewają. Otwórz zmysły. Wsłuchaj się w ten rytm. Poczuj go.”

Porzućmy ten pesymizm. Tak naprawdę w Purezento chodzi o dotarcie do takiego momentu, gdzie brak jest strachu, rekiny odpływają, a człowiek z ufnością, bez lęku może wznieść się wysoko – ponad swoje ciało. W stronę harmonii i spokoju. Bo tu i teraz to nasza droga, którą kroczymy. Jest ona konsekwencją naszych przeszłych i dzisiejszych wyborów. Osobiście mocno wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że „każdy z nas zostawi ślad na gładkim kamieniu”, a niedoskonałości to część tego kim jesteśmy. Jeśli pragniemy je odrzucić wystarczy z rodzicielskim zrozumieniem pożegnać je i puścić z nurtem przemijającej rzeki. A później spójrzmy przed siebie wsłuchując się w to, co nas otacza.

„Może tak brzmi łabędzi śpiew tokijskich cykad, kiedy lato przechodzi w jesień.”

Monika

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn